VII Wolsztyński Bieg Niepodległości 11.11.2019

To staje się nową świecką tradycją, że na 11 listopada jest biegane. Był już tłumny Poznań, był szybki Luboń, przyszedł czas odhaczyć nowe miejsce na mapie biegowej, czyli leśno-jeziorny Wolsztyn.
Mówili mi – to trudny, dość pofałdowany 11-kilometrowy cross wąską ścieżyną. Odpowiadałem im: Zachęcacie czy zniechęcacie? Pakiety rozeszły się jak boosty Adidasa w promce na Black Friday. Nie liczyłem na jakoś szczególnie dobry wynik, bo dopiero co wznowiliśmy treningi, a zakwasy po ostatnim bliskim spotkaniu z ćwiczeniami trenera Michała nadal dawały się we znaki. Ale najważniejsze, że humory dopisywały, a słoneczko pięknie przygrzewało. Nic tylko biegać!
Uprzedzony przez doświadczonych kolegów, ustawiłem się bardziej z przodu, bowiem trasa po kilku kilometrach zwężała się do wielkości ścieżki wydeptanej przez ambitnych grzybiarzy. I tak czas płynął, wężykiem, jak po sznurku pokonywałem kolejne kilometry wśród leśnych ostępów. Aby umilić sobie to dość wyczerpujące zmaganie, postanowiłem podczepić się pod taką filigranową dziewczynę, której sprężysty krok i lekkość ruchów wprost mnie urzekły. Później okazało się, że była pierwszą kobietą na mecie! W tak pięknych okolicznościach przyrody dotrwałem jakoś do końca, gdzie na ostatnich kilkudziesięciu metrach utworzył się szpaler wiwatujących kibiców. Taki finisz to ja lubię! Pozostali Chyżacy skończyli niedługo po mnie, a potem razem biesiadowaliśmy wśród rytmicznej muzyki. VII edycja Wolsztyńskiego Biegu Niepodległości przeszła do historii!
Poniżej Chyże czasy:
Szymon Kuraś: 47:01, 24. (OPEN), 8. (M30)
Sławek Drgas: 52:00, 75. (OPEN), 26. (M30)
Piotr Konieczny: 01:03:15, 251. (OPEN), 72. (M30)
Agnieszka Jarnót: 01:07:11, 332. (OPEN), 27. (K40)
Szymek