Bieg Rzeźnika 8.06.2012r.

 

Dla wielu biegaczy ukończenie pierwszego w życiu biegu na 5 czy też na 10 km jest początkiem ich marzeń o kolejnych większych wyzwaniach.  Naturalne jest, że po 5 km przychodzi wola zmierzenia się z 10 km, później myśli zaczynają krążyć wokół biegów na 15 km, dalej myślimy o półmaratonie i na koniec o tym, by ktoś o nas powiedział „Maratończyk”. By stać się nim naprawdę, trzeba zmierzyć się z królewskim dystansem 42,195 km i przebiec go  od metra pierwszego do ostatniego.

Wielka radość i euforia ogarnia każdego biegacza po pierwszym maratonie. Po następnych przychodzą ciche marzenia o czymś jeszcze więk-szym, o czymś, czego dostąpili nieliczni, czyli marzymy o ultramaratonach.

Najsłynniejszym z nich jest The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc. Aby myśleć o starcie w jednym z 4 biegów UTMB ( na 99km, 116 km, 166 km i 300 km ) trzeba legitymować się niezbędną ilością punktów kwalifikacyjnych. W Polsce punkty te można zdobyć w 6 biegach, między innymi w „Biegu Rzeźnika”.

Chyżacy już od roku myśli kierowali na „Bieg Rzeźnika” – 76 km ( wg organizatorów biegu 77,8 km) przez najpiękniejsze zakątki Bieszczad, głównym czerwonym szlakiem turystycznym. Bieg ten zaczyna się w Komańczy i prowa-dzi przez 4  masywy: Chryszcztej i Wołosania, Jasła i Fereczatej, Smereku i Połoniny Wetlińskiej oraz Połoniny Caryńskiej.  Przybliżone przewyższenie trasy to +3235m podbiegów oraz -3055m zbiegów.

Pojawiliśmy się w tym roku jako NKB „Chyży” w Bieszczadach na tym biegu po raz pierwszy, ale pewnie nie po raz ostatni. „Bieg Rzeźnika” jest uznawany przez wielu za najtrudniejszy bieg górski w Polsce i coś w tym jest. Dystans 77,8 km po górach i 16 godzin na ich pokonanie wymaga bardzo dobrego przygotowania kondycyjnego. Na trasie są wyznaczone tylko cztery „przepaki”, czyli miejsca, gdzie można się przebrać i posilić, a inne niezbędne rzeczy dźwiga się na własnych plecach.  Bieg ten jest nietypowy,  gdyż biegnie się dwójkami (wyjątkowo trójkami) po to, aby jeden mógł wezwać pomocy, gdyby drugiemu coś się stało.

Z Klubowiczów w Biegu Rzeźnika wystartowali: Marzena Perz, która biegła z Grzegorzem Raczkowiakiem i z Marcinem Falfusem,  Ryszard Bronowicki z Piotrem Kuczyńskim oraz Andrzej Funka z przyjacielem Januszem Marciniakiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie zespoły z „Chyżakami” ukończyły ten ultramaraton w wyznaczonym limicie czasu a najszybciej finiszowała dwójka: Ryszard Bronowicki i Piotr Kuczyński ( 14 godzin 45 minut i 28 sekund). Zwyciężyła ekipa Salomon Suunto Team w składzie: Piotr Hercog – Marcin Świerc w czasie 8 godzin 9 minut i 47 sekund. Zwycięzcy to zawodowcy, wygrali po raz kolejny, nie dając innym żadnych szans.

 

Bieg ten jest trudnym, nawet bardzo trudnym, zarówno ze względu na dystans, jak i na zmienne warunki atmosferyczne. Gdy biegacze ruszali na trasę o 3.20, to księżycowa noc dawała uczucie chłodu i rześkości. Po wschodzie słońca duchota i gorące powietrze szybko wysysały siły. Na odkrytych terenach słońce smażyło jak na patelni, a na połoninach najpierw wiatr, a później wicher z deszczem wywoływały chłód i dreszcze.

Mogliśmy podziwiać piękno Bieszczad w bardzo nietypowy sposób, biegnąc, podchodząc pod kolejne zbocza i zbiegając przez kilkanaście godzin, praktycznie bez przerwy, bo te kilka, kilkanaście minut odpoczynku i pożywiania się na przepakach mijały jak mgnienie światła.

Bieszczady same w sobie są przepięknym zakątkiem Polski, pięknym o każdej porze roku, zawsze warto w nie zajrzeć, nawet, jak nie zamierza się po nich biegać.

foto  relacja 



Komentarze zablokowane.