6 maja 2012 roku w Pszczewie odbyła się kolejna, XXIX już edycja biegu „Pszczewska Dwudziestka”. Nazwa jest może trochę myląca, bo bieg rozgrywany jest na dystansie półmaratońskim trochę dłuższym niż 20 km, ale o ile wiem ma korzenie historyczne i wzięła się stąd, że początkowo przez wiele lat dystans biegu był krótszy i wynosił właśnie równe 20 km.

Stojąc na starcie przez chwilę zastanawiałem się, co takiego decyduje o tym, że bieg organizowany jest już przez tyle lat (swoją drogą ciekaw jestem, jakiego jubileuszu doczeka się np. nasza Chyża Dziesiątka). Pszczew to przecież nie jest jakieś duże miasto, nie ma tam jakiegoś super elektronicznego pomiaru czasu, nie ma jakiegoś odlotowego i bogatego pakietu startowego, nie ma wymyślnego i oryginalnego medalu, nie ma wysokich nagród pieniężnych, nie ma losowania wartościowych nagród rzeczowych, nie ma profesjonalnego spikera, a do weryfikacji stoi się w dość długiej kolejce. No więc, co tam jest takiego, że zorganizowana jest już XXIX edycja i że co roku przyjeżdżają biegacze.

Moim zdaniem to wszystko dzięki przepięknej, choć bardzo wymagającej trasie prowadzącej częściowo przez Pszczewski Park Krajobrazowy (z Pszczewa przez Silną do Świechocina i z powrotem). Są biegi uliczne organizowane w miastach, gdzie głośny – czasem wręcz ogłuszający – doping kibiców towarzyszy zawodnikom od startu do mety, i są właśnie takie biegi jak bieg w Pszczewie, gdzie doping nie rozprasza, gdzie można się w biegu wyciszyć, wsłuchać w śpiew ptaków, szum drzew, miarowy stukot butów o asfalt, czasem nawet w bicie własnego serca (zwłaszcza na podbiegach) i wśród takich właśnie dźwięków zmierzyć się z dystansem 21 km i 97 metrów. Biegaczom tego spokoju też czasem brakuje i dlatego w mojej ocenie przyjeżdżają w takie miejsca jak Pszczew.

Na starcie stanęło 175 osób, w tym 7 i pół klubowiczów. Tak to nie pomyłka. Było nas 7 i pół. Pół dlatego, że w ostatniej chwili zdecydowała się pobiec Jola (żona Tomka), która co prawda formalnie klubowiczem nie jest, ale coraz częściej jeździ z nami na imprezy biegowe i mam nadzieję, że już niedługo wypełni stosowną deklarację członkowską. Ruszyliśmy do startu o godz. 10:00. Pogoda była wymarzona do biegania. Było bardzo rześko, tuż po deszczu. Dla kibiców może nawet nieco chłodno, ale dla nas biegaczy idealnie.

Na mecie pierwszy zameldował się Igor Olefirenko z Ukrainy (z czasem 01:08:58). Pierwsza z kobiet przybiegła Białorusinka Aleksandra Duliba (czas: 01:24:51).

Spośród nas klubowiczów najszybszy okazał się Grzegorz Raczkowiak (01:38:35), chwilkę za nim przybiegł Jacek Idzikowski (01:45:16), później Michał Szkuta (01:51:28), Tomasz Stroński (01:51:30), Andrzej Funka (02:01:17), Jolanta Strońska (02:01:17), Marzenna Perz (02:02:21) i Krzysztof Królik (02:02:21). Wszyscy mieliśmy zadowolone miny i w dobrych humorach wracaliśmy do domów, deklarując, że na pewno wystartujemy w przyszłorocznej jubileuszowej XXX edycji „Pszczewskiej Dwudziestki”.

 

relację  przygotował

Michał

 

foto relacja



Komentarze zablokowane.